Czy gwiazdor popu obali reżim?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on email
Konferencja prasowa Roberta Kyagulanyji w jego domu w Magere na przedmieściach Kampali. Uganda, lipiec 2019r. (SUMY SADURNI / AFP / EAST NEWS)
Przeczytanie artykułu zajmie około 3 minut

Popularny muzyk z Ugandy Bobi Wine ogłosił, że w 2021 r. będzie kandydował na prezydenta. Rzuca wyzwanie Yoweriemu Museveniemu, który sprawuje urząd od 33 lat

Piosenkarz, który ma 37 lat i już jest deputowanym do parlamentu, sam siebie nazywa „prezydentem getta”. Od dawna ostro krytykuje rządzących. W zeszłym roku został oskarżony o zdradę stanu w związku z domniemanym obrzuceniem kamieniami konwoju prezydenckiego. Zaprzeczył zarzutom i został zwolniony za kaucją.

„W imieniu mieszkańców Ugandy, wzywam prezydenta do przeprowadzenia wolnych i uczciwych wyborów w 2021 r.” – powiedział Bobi Wine na przyjęciu w Kampali, stolicy kraju, na którym ogłosił swoją kandydaturę.

„Znam niebezpieczeństwa, na jakie się narażam, rzucając wyzwanie Museveniemu. Ale Ugandyjczycy mnie zachęcili, mówiąc, że jestem ich prawdziwym liderem. Człowiekiem, którego potrzebują” – wyznał agencji prasowej AFP.

Idol dla młodych

Muzyk, którego prawdziwe nazwisko to Robert Kyagulanyi, od dwóch lat jest deputowanym do parlamentu. Wcześniej przez długi czas tworzył muzykę z silnym, społecznym przesłaniem, będącą mieszanką reagge i dancehallu,.

Jest bardzo popularny, zwłaszcza wśród młodych mieszkańców Ugandy, którzy stanowią ponad 75 proc. ludności kraju. Stał się także symbolem ruchów młodzieżowych w innych częściach Afryki. 

Krytycy wypominają mu populizm i brak spójnego programu, który pomógłby rozwiązać problemy, z jakimi boryka się ugandyjskie społeczeństwo – w tym bezrobocie, słaba opieka zdrowotna i edukacja. Wielu obserwatorów zwraca również uwagę, że brak mu podstawowej wiedzy z ekonomii, co stawia pod znakiem zapytania jego kwalifikacje jako przyszłej głowy państwa.

Artyści maszerują po władzę

Sytuacja w Ugandzie wpisuje się w ogólnoświatowe trendy – do władzy coraz częściej dochodzą populiści z przeszłością w show-biznesie. Wszyscy znają Donalda Trumpa, który zdobył masową popularność jako prowadzący w telewizyjnym show The Apprentice, ale podobnych karier jest więcej.

Marjan Sarec, który został wybrany na premiera Słowenii, jeszcze niedawno występował w kabarecie, a sławę i popularność zdobył, parodiując w radiu przedstawicieli władzy.

Dla obecnego prezydenta Ukrainy Włodymyra Zełenskiego przepustką do wielkiej polityki stał się serial „Sługa narodu”. To polityczna bajka, która traktuje o losach nauczyciela historii Wasilija Gołoborodki (gra go właśnie Zełenski), który nieco przypadkowo został prezydentem kraju. Pierwszy sezon serialu, który ujrzał świat w 2015 r., od razu stał się hitem – a trzy lata później scenariusz powtórzył się w realu.

Komicy i artyści w polityce mogą pozwolić sobie na dużo więcej. Humor
czy muzyka jest zazwyczaj pozytywnie odbierany przez widzów, uspokaja i 
– przynajmniej na chwilę – przywraca normalność.

Takie podejście do polityki sprawiło, że Jon Gnarr, aktor i komik, stał
się popularny po kryzysie finansowym Islandii w 2008 r. Założył Najlepszą Partię, czyli ugrupowanie, które obiecywało, że nie dotrzyma ani jednej wyborczej obietnicy. Była to drwina z napuszonych partyjnych frazesów, która okazała się zdumiewająco skuteczna. Najlepsza Partia wygrała wybory komunalne w stolicy Islandii, zdobywając niemal 35 proc. głosów. Gnarr został burmistrzem Reykjavíku.

Prezydent z dużym stażem

A wracając do Ugandy – 74-letni Museveni jest jednym z najdłużej panujących w Afryce przywódców; rządzi od 1986 roku. Władzę zdobył w wyniku zamachu stanu. Początek jego rządów to pasmo sukcesów – doprowadził m.in. do ustabilizowania sytuacji w kraju i rozwoju ekonomicznego. Z powodzeniem przeprowadził m.in. narodową kampanię przeciwko AIDS.

Jego autorytarne rządy zaprowadziły porządek i odbudowały kraj wyniszczony wojną domową. Szybko stał się ulubieńcem Zachodu, który hojnie udzielał mu wsparcia i pożyczek.

Pod naciskiem Europy i USA Museveni przywrócił w Ugandzie, przynajmniej fasadowo, demokrację wielopartyjną oraz wybory. Ale potem, kiedy w 2016 r. aresztował Kissy Besiegye – swojego wyborczego rywala i zarazem dawnego towarzysza broni – utracił zaufanie Zachodu.

Niedawno parlament Ugandy zatwierdził zmiany w konstytucji i zniósł limit, ograniczający wiek kandydatów na urząd prezydenta do 75 lat. Otworzyło to Museveniemu drogę do kolejnej kadencji. Jego zwolennicy twierdzą, że musi on pozostać na stanowisku, by zagwarantować stabilność i dalszy rozwój gospodarczy kraju.

Krwawa historia Ugandy

Historię Ugandy znaczyły krwawe wojny, dyktatury i pucze. Kraj, była kolonia brytyjska, zyskał niepodległość w 1962 r. Od tego czasu władza w państwie nigdy nie była przekazywana w pokojowy i demokratyczny sposób. Króla Mutesę II obalił premier Milton Obote, którego władzy pozbawił z kolei Idi Amin – dowódca ugandyjskiej armii.

To był jeden z najczarniejszych okresów w historii kraju. Szacuje się, że zginęło wtedy 300 tys. osób – prawdziwych lub domniemanych wrogów dyktatora. Rządy Amina pogrążyły kraj w chaosie i skonfliktowały z sąsiadami. W 1979 r. w Ugandzie wybuchła wojna domowa.

Wykorzystała to Tanzania, której armie weszły do Ugandy i zdobyły Kampalę, stolicę kraju. Idi Amin ratował się ucieczką, a władzę ponownie objął Milton Obote. Nie zdołał on jednak opanować sytuacji w kraju, który pogrążył się w krwawym konflikcie wewnętrznym. Zginęło wtedy prawie milion osób. Po szybko następujących po sobie pałacowych przewrotach władzę objął Museveni.

Źródła: BBC, CNN, tvn24.pl

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on linkedin
LinkedIn
Piotr Chałubiński

Piotr Chałubiński

Politolog. Interesuje się krajami byłego ZSRR oraz Indiami. Od wielu lat związana z różnymi mediami. Pracował w TVP i TVN. W wolnych chwilach podróżuje, trenuje judo i BJJ.